25 czerwca 2017

#6

Praca w empiku coraz bardziej daje mi w kość. Przynajmniej w tym miesiącu, istne szaleństwo. Możnaby śmiało powiedzieć, że w czerwcu więcej czasu spędziłam w salonie niż we własnym mieszkaniu, a Pawła widywałam w nocy. Mam cichą nadzieję, że w lipcu trochę się to unormuje, bo wszyscy już zakończyliśmy sesję i nie będzie problemów z dostosowaniem wolnych dni. 

Jutro miałam mieć rozmowę o pracę na stanowisko sekretarki w jakimś nowym biurze w Tychach, ale po długich rozmyślaniach uznałam, że nie ma sensu znowu kombinować. Praca w empiku mi się podoba, mam świetnych znajomych, zaplanowany urlop i dostęp do zniżek. Dziewucha, z którą miałam spięcia na każdej zmianie zrezygnowała z pracy, więc moje życie zalane zostało tęczą i jednorożcami, a ja przejęłam po niej cały dział książki. Poza tym, nie każdego dnia ma się okazję spotkać kobietę, która przychodzi do empiku kupować pastę do zębów. Oczywiście, umowa zlecenie i ciągłe zmiany w grafiku to ogromny minus tej pracy. Doszłam jednak do wniosku, że najnormalniej w świecie nie chce mi się zmieniać kolejny raz pracodawcy, bo równie dobrze mogę trafić w gorsze miejsce i płakać non stop jak w poprzedniej firmie, gdzie robili ze mnie byle co. Obiecałam sobie, że dopiero po powrocie z urlopu zacznę rozglądać się za czymś konkretnym, już w moim zawodzie. No chyba, że zaproponują mi umowę o pracę w empiku. Wtedy będę się zastanawiać. 

Powoli wracam też do czytania. Coraz więcej wolnego czasu poświęcam na książki, pisanie i spędzanie czasu w sposób inny niż odświeżanie twittera co pięć minut. Od lipca zamierzam też przysiąść do angielskiego, nie można być przecież wieczną łopatą. Egzamin z angielskiego na studiach zdałam tylko dlatego, że babka testy drukuje z internetu, a my jeszcze przed zajęciami z nią mamy je rozwiązane. #studiamocno