Goodbye july

Marzę, aby ten miesiąc się skończył. Po śmierci ukochanego psa zaledwie 10 dni temu myślałam, że nic gorszego się stać nie może. Myliłam się. Wczoraj straciliśmy jednego z dwóch kotów. Gdy rano zauważyliśmy jego przyspieszony oddech i dziwne zachowanie, natychmiast pojechaliśmy do weterynarza. Najpierw jeden, potem drugi, cały dzień w klinice. Nie udało się. Hapi zmarł po kilku godzinach ciężkiej walki z płynem w płucach. To niesamowity ból, gdy w ciągu paru godzin tracisz kolejnego zwierzaka. Dzień wcześniej biegał i szalał, a nad ranem walczył o życie. 

Jestem rozbita. Nie wiem co się dzieje. Cały ten rok od początku jest lawiną kłopotów, cierpienia, łez. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo boję się kolejnych miesięcy. A co, jeśli to nie koniec pechowych i bolesnych chwil? Co nas czeka jeszcze? Czuję się fatalnie, nie mogę sobie poradzić. 

Początek sierpnia wcale nie będzie łatwiejszy. W ciągu pierwszych dwóch tygodni miesiąca mam zaledwie dwa dni wolnego, nie będę mieć czasu na nic ani dla nikogo. Empik mnie pochłonie i zaczynam mieć niesamowitą niechęć do chodzenia tam. Na samą myśl mam ochotę się rozpłakać. Czwarty miesiąc pod rząd mam zmiany do 21, a we wtorek czeka mnie 11 godzin w pracy, na nogach. Usiąść sobie możemy na przerwie, na 15 minut. I to też nie zawsze. Tłumaczę sobie, że to ostatnie trzy tygodnie, potem urlop i zmiana pracy. Ale mimo wszystko - to będą ciężkie trzy tygodnie. 


1 komentarze

  1. Bardzo mi przykro... nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego co czujesz. Sama mam psiaka, który ma już swoje lata i strasznie się boję momentu kiedy odejdzie... trzymaj się i pamiętaj, że nie jesteś sama.. :*

    OdpowiedzUsuń