"Słowa nie od­dają te­go, ile waży strata"

Ciężko coś mi napisać. Bywam tu każdego dnia, a jednak nie umiałam z siebie nic wydobyć. Trudne i smutne dni za mną. Jeszcze trochę ich przede mną. Lipiec miał być spokojnym, pełnym relaksu miesiącem. W zamian większość czasu spędzam w pracy, ciągle źle się czuję, a parę dni temu po zawziętej walce, odszedł mój ukochany psiak. Tym trudniej było cokolwiek napisać, gdy w głowie ciągle szumiały wspomnienia i smutki. 

Do urlopu zostało 35 dni. No, może 33 - jeśli dostanę dodatkowe dwa dni wolnego przed wyjazdem, o co się staram. Plaża w Łebie wzywa mnie całą sobą. Już czuję te ciepłe wieczory przy zachodzącym słońcu, z butelką dobrego piwa i ukochanym tuż obok. Oboje potrzebujemy takiej odskoczni, odłączenia się od codzienności. Trzeba zresetować system, aby po powrocie móc powrócić do rzeczywistości. 

Niestety przez ostatnie wydarzenia, wszystko stanęło w miejscu. Nie czytam książek, nie oglądam filmów, nie mam natchnienia do pisania opowiadania czy nauki hiszpańskiego, którą niedawno rozpoczęłam i całkiem nieźle mi idzie. Zdecydowanie lepiej niż angielski, na szczęście. Być może nie jestem takim językowym beztalenciem jak mi się wydawało. 

Wieczór zamierzam spędzić na rowerze, od miesiąca nie miałam czasu pojeździć. Dziś w końcu pojadę nad jezioro, wypiję za mojego pieska i spędzę czas poza domem. Obiecuję, że kolejny post będzie o wiele weselszy, muszę tylko wypłakać wszystkie smutki. 


2 komentarze