31.8.17

Łeba | part 2

Pogoda dopisywała równe pięć dni. Temperatura ponad 24 stopnie, mega słońce i niemal puste plaże. Zrobiliśmy sobie krótką wycieczkę do Jastrzębiej Góry, zjedliśmy najgorszego kebaba w życiu, a potem wróciliśmy do Łeby dochodząc do wniosku, że jest o wiele ciekawsza niż odwiedzone miasteczko. 

27.8.17

Łebskie wakacje | Dzień pierwszy

Łeba powitała nas okrutną ulewą i deszczem. Byłam na to jednak przygotowana, więc chwilowe załamanie pogody nie wytrąciły mnie z równowagi, a zanim przestało padać - zdążyliśmy odespać podróż. Pokoik mamy malutki, ale ładny i przyjemny, z własnym balkonem. Pensjonat znajduje się na obrzeżach miasta z dala od zgiełku i turystów. Do plaży mamy może 10 minut samochodem lub 40 minut spacerkiem. Na poznanie okolicy wzięliśmy jednak auto, bo nie wiedzieliśmy w którą stronę się udać na obiad. Knajpy znaleźliśmy szybko, ale z parkingiem było gorzej. Pomijam fakt wolnych miejsc, ale wszystkie WSZYSTKIE parkingi były płatne, nawet te pod samymi restauracjami. Wiadomo, normalna rzecz, jednak wydawało mi się, że pod knajpą nie powinno się już płacić za parkowanie. Może to tylko moje zdanie, aczkolwiek udało nam się, bo przy parkomacie okazało się, że płaci się tylko od poniedziałku do piątku, weekendy za friko. 

17.8.17

Trochę magii w codziennych zdjęciach, czyli soczewki makro


Od zawsze uwielbiałam zdjęcia makro. Już jakie dziecko biegałam i fotografowałam robaczki czy przeróżne kwiatki, a moje dzieła namiętnie zbierałam na dysku. Pech jednak chciał, że nikogo te fotki nie interesowały poza mną, a ich jakoś miała wiele do życzenia. Wiadomo, jakość lodówki. Im stawałam się starsza, tym bardziej zagłębiałam się w swoje uwielbienie do zdjęć.

2.8.17

Wielkie odliczanie

Po wielu godzinach, które mogłam wykorzystać o wiele lepiej - znalazłam w końcu zadowolający mnie szablon. Nie wiem na jak długo zagości u mnie, ale Ci co mnie znają pewnie już szyderczo chichoczą pod nosem dając mi maksymalnie tydzień. Ja daję sobie o wiele dłużej. Zakład? 

Lipiec zamknęłam na kłódkę, nie chcę do niego wracać w żaden możliwy sposób. Teraz jedynie chcę przetrwać najgorsze zmiany w pracy do 12 sierpnia, a potem już poleci ekspresem i od 25 urlop! Moje myśli od rana do wieczora krążą wokół wyjazdu, morza, piasku i mnóstwa wakacyjnych zdjęć. Aż mi się dupsko pali z ekscytacji. 

W poniedziałek nareszcie wróciliśmy na siłownię. Brakowało mi tego klimatu, bólu mięśni i pozytywnego zmęczenia. Na nasze szczęście nasza ulubiona siłownia przedłużyła godziny pracy do 23, więc mogę spokojnie po pracy jeszcze jechać. A jednak po 21 jest o wiele mniej ludzi i nie trzeba się stresować, że do jakieś maszyny jest kolejka. Pewnie do wyjazdu jakoś niespecjalnie schudnę, ale może poprawię swój wygląd na tyle, że nie będę przed każdym zdjęciem panikować ej, z drugiej strony, nie wyjdę tak grubaśnie albo o matko, ale wielkie dupsko, zrób jeszcze raz, dobrze stoję? nie, do dupy. znaczy no, dupsko wielkie, stań tam. a nie, tam. nie lepiej tu? Muszę jeszcze dokupić sobie jakąś ładną zwiewną i długą sukienkę. No dobra, krótkie spodenki czy parę topów też by się przydało. No bo nie mam się w co ubrać
 
Designed by Beautifully Chaotic