13 listopada 2018

Rekruterskie smaczki, czyli jak NIE pisać CV

Rozpoczynając pracę w agencji pracy wiedziałam, że czekają mnie przeróżne rozmowy. Nie spodziewałam się większych hitów, bo po półtora roku w Empiku, gdzie ludzie pourywali się z choinek, byłam solidnie zahartowana na wszelkie eksplozje głupoty czy chamstwa. Na szczęście z tą drugą cechą spotykam się w Adecco o wiele rzadziej niż w księgarni. Być może gdzieś w drodze do biura następuje samoistna selekcja chamideł. 



Oddział, w którym obecnie pracuje zajmuje się przede wszystkim rekrutacją do firm produkcyjnych. Operatorzy maszyn, wózków widłowych, montażyści, kontrolerzy jakości, itp. O wiele rzadziej pojawiają się stanowiska biurowe, a co za tym idzie większość naszych kandydatów to mężczyźni. Nie powiem, bo kobiety również przychodzą, ale jest ich jednak mniej. Przynajmniej w przypadku mojego oddziału. 

Wiadomo, poza pierwszym wrażeniem jakie wywołuje u nas kandydat (fajny dres i zapaszek wczorajszej biby to pierwszy krok w instrukcji "Jak nie powinno się przychodzić na rozmowę o pracę"), najważniejszy jest dokument. Magiczne Kurikulum Dupulum. W tym momencie chciałabym Wam przytoczyć kilka rzeczy, jakich nie powinno się robić, a niestety są nagminne. 
  1. Kartka wygląda jakby jeszcze wczoraj ktoś wyciągnął ją krowie z gardła, a przez noc trzymał pod grubą encyklopedią myśląc, że wszelkie zagięcia znikną. 
  2. Zdjęcie - o ile już ktoś załączy - wykadrowane z imprezowej foty, z dziubkiem, w koronie z plastikowych kubeczków, z ławeczki w galerii handlowej z innymi ludźmi w tle. 
  3. Profesjonalny adres emailowy typu niuniaczek69@buziaczek.pl / jajecznicazpieciujaj@ / itp.
  4. Brak dat zatrudnienia - spoko, domyślę się. Najlepszy motyw: Zatrudnienie w firmie XYZ od 2018 do 2018. Myślicie, że kolega Stefan pracował tam rok? Nie, moi kochani. Zazwyczaj jest to okres paru dni, tygodni, maksymalnie do dwóch miesięcy. Hitem był Pan, który właśnie w ten sposób opisał swoją jednodniową karierę w danej firmie. 
  5. Brak opisu stanowiska. Może to Was zaskoczy, ale opisanie krótko czym się zajmowano na danym stanowisku to mega ważna rzecz i zdecydowanie ułatwia proces rekrutacji. Miałam sytuację, gdy pani miała wpisane "specjalista ds. administracyjnych", po czym okazało się, że ona tam tylko... sprzątała. 
  6. Nieaktualny numer telefonu / adres zamieszkania. Niemal w 90% przypadków wychodzi na to, że kandydat ma stary numer lub adres, ale zapomina o tym powiedzieć. Spoko, dodzwonię się na pewno. 
  7. Brak jakiejkolwiek edycji tekstu i błędy. Osoba z wykształceniem wyższym i aplikująca na staowisko administracyjne w siedzibie firmy mająca w CV wpisane "licełum ogulnokształconce" traci w oczach potencjalnego pracodwcy w ułamku sekundy. Nie wspomnę o edycji tekstu, gdzie wszystko jest jednakowe, bez odstępów, uwydatnienia odpowiednich informacji, czasem i bez entera czy spacji. 
Czasami mam wrażenie, że ludzie nie zdają sobie sprawy, że CV jest pewną wizytówką reprezentującą nas samych. Gdy dostaję dokumenty wygniecione, z odbitym butem na skraju czy błędami tak rażącymi po oczach, że nie jesteś pewien czy przypadkiem gałki oczne Ci nie krwawią to naprawdę zastanawiam się czy Ci ludzie nie czują za grosz wstydu. 

Mam dla Was kilka dobrych memów, ale zostawię je na kolejny post, bardziej pasujący do treści jakie przedstawiają. Bo wiecie, CV to CV. Ale rozmowy to dopiero zabawa! 
Czytaj dalej »

12 listopada 2018

Cieszyn | Fotorelacja

Muszę przyznać, że weekendowe plany tak bardzo się pozmieniały, że moje dwa zaplanowane wcześniej posty zostały przesunięte w czasie o co najmniej tydzień. Ale będą! 
Na dzisiejszy dzień było kilka różnych pomysłów i nie wiem czemu, decyzja padła na Cieszyn. Było przyjemnie, ciepło i ładnie (póki nie minęliśmy granicy, do dupy). Generalnie spacer nam się bardzo udał, ale jak zobaczyłam zdjęcia... Nie wiem, nie miałam chyba dnia ani weny do fotografowania, a po obróbce podobają mi się jeszcze mniej niż wcześniej. Mimo to, pokażę Wam co nie co z dzisiejszego dnia. 

Byliście w Cieszynie? Też uważacie, że po czeskiej stronie jest brzydko i ponuro, a po polskiej stronie uroczo i ładnie? Miałam zamiar Wam pokazać różnice, ale serio - moje zdjęcia to lejący się z obiektywu smutek. Zupełnie nie uchwyciłam tego co zamierzałam. Wprawdzie im dłużej na nie patrzę tym bardziej uważam, że są w porządku - aczkolwiek to nie to, no. Ale obiecuję, że kolejna fotorelacja będzie o wiele piękniejsza - prosto z Wrocławia!


















Czytaj dalej »

9 listopada 2018

PROLOG | Halo, Listopad?

Biegła. 
       Biegła ile sił w nogach, czując jak całe jej ciało płonęło z wysiłku. Korony drzew szumiały cicho, a blady księżyc oświetlał ścieżkę. Suche liście skrzypiały pod naporem jej stóp, a grube wystające z ziemi pnie utrudniały jeszcze bardziej ucieczkę. 
     Czuła, że to Coś nie odstępuje jej na krok. Unoszący się mdlący smród śledził ją i nie chciał zniknąć bez względu na to jak bardzo starała się zmylić trop. Nie była pewna jak długo jeszcze będzie w stanie uciekać. Nie wiedziała nawet dokąd biegnie. 
Ignorując bolesne skaleczenia na bosych stopach, przeskoczyła kolejny wystający konar i potknęła się. Z jękiem upadła na lodowatą ziemię, czując jak kolejne rozcięcia pojawiają się na dłoniach. Z grymasem bólu na twarzy, podniosła się. 
Wtedy zrozumiała. Dogonił ją. Obróciła się powoli, doskonale zdając sobie sprawę co ujrzy. Para dzikich, czerwonych ślepi znajdowała się zaledwie dwa metry od niej. Istota była potężna i niemal niewidoczna nawet w blasku księżyca. Jakby jej ciało odbijało wszelkie światło. 
Sekundy mijały jedna za drugą. Szum drzew umilkł, a dwie tak różne od siebie istoty wpatrywały się w siebie wzajemnie, jakby na coś czekały.
        - Zrób to - szepnęła. - Teraz. 
Ostatnie co zobaczyła to dwa rzędy lśniących kłów. 

________________________


Jak obiecałam, tak udostępniam. Nie jest tego za wiele, w pierwszej wersji prolog był niemal trzykrotnie dłuższy, ale był o wiele słabszy i pozbawiony jakichkolwiek emocji. Cały czas pracuję nad wyszlifowaniem postaci i fabułą. Nie ukrywam, idzie mi to wolno jak krew z nosa. Listopad rozpoczęłam takimi zawirowaniami i zmianami, że sama nie mogę uwierzyć co się wokół mnie dzieje, a rodzina czy znajomi nie nadążają za mną. Myślę, że w pewnym sensie sama za sobą nawet nie nadążam.

Sesja na uczelni praktycznie mnie ominie. Wszelkie zaliczenia będę mieć w listopadzie i początkiem grudnia, co oznacza jedynie jeden egzamin w styczniu. Potem będę miała spokój, aż do kolejnego semestru. Być może wtedy się przyłożę i przycisnę licencjat i fotografię.

Grudzień rozpocznę kolejną zmianą pracy. To wariactwo, jestem zła. Kolejny raz zostaję na lodzie przez zgodę na umowę zlecenie. Na szczęście, nowa firma daje umowy o pracę, zapewnia szkolenia, kursy i dostęp do takiej wiedzy, że w przyszłości większość firm przywita mnie z otwartymi ramionami. Trzymajcie kciuki, aby wszystko się ułożyło. Chciałabym w końcu się ustabilizować, nie bojąc utraty pracy.

W weekend czekają mnie aż dwie sesje zdjęciowe, więc wiecie czego się spodziewać w przyszłym tygodniu. Jedną będę mieć w Katowicach, na drugą jadę do Krakowa. Oby jeszcze pogoda dopisała w miarę.

A teraz lecę suszyć włosy i uciekam do pracy. Za 7h będzie już weekend!
Czytaj dalej »

26 października 2018

Złośnica zapowiada nowości

Od wielu tygodni moją jedyną aktywnością na blogu jest dodawanie kolejnych sesji zdjęciowych. Ale wraz z moją ucieczką od pisania, gdzieś się pogubiliście. Brakuje Was tak jak brakuje mnie tutaj. Źle mi z tym, że pomimo sympatii do tego miejsca, trzymam się na uboczu. Naprawdę nie mam pojęcia od czego to zależy. Mam czas, mam chęci, aczkolwiek coś mnie powstrzymuje nad utrzymaniem tego wszystkie w jednym kawałku. Być może zmiany jakie chciałabym wprowadzić, coś pomogą 

Na początek chciałabym dodać nowy cykl postów. Praca rekruterki jest niesamowicie interesująca i pomyślałam, że warto się tym z Wami podzielić. Od śmiesznych sytuacji po ciekawostki, które mogą się przydać nie jednej osobie szukającej nowej pracy. Na przykład: jakiego cv NIE wysyłać do pracodawcy! Naprawdę, niektóre aplikacje są niesamowite. 

Po wieloletniej przerwie w pisaniu opowiadań, powróciłam do tego. W związku z tym przeszło mi przez myśl, aby raz na jakiś czas dodać fragment danego rozdziału. Kiedyś prowadziłam osobne blogi i konta, ale umówmy się - ledwo jeden blog utrzymuję przy życiu, kolejny byłby strzałem w kolano. 

Oczywiście, zamierzam utrzymać tematykę fotografii. To jest coś co kocham najmocniej na świecie i zamierzam Was tym torturować z każdego możliwego miejsca. Kiedyś otworzycie lodówkę, a tam ja z aparatem fotografująca Wasze ogórki i marchewki. Być może uda mi się w końcu gdzieś wyjechać, wrzucić fotorelację. Dawno takiej nie było. 

Mam nadzieję, że każdy z tych mini-projektów uda mi się wprowadzić w blogowe życie. I że wrócicie do mnie z kawą i ciasteczkami, a moje teksty wywołają uśmiech na Waszych twarzach :) 



Czytaj dalej »

16 października 2018

Positive mind. Positive vibes. Positive life. | Paulina


Miniony weekend był równie piękny co cały dzień i byłam wniebowzięta, gdy wychodziłam z domu na sesję. Niestety, ostre słońce mocno pokrzyżowało nam plany, a jakość zdjęć mnie ani trochę nie zadowala. Coś poszło nie tak, ale pocieszam się tym, że modelka jest zadowolona z efektów. Zaprosiłam ją w kolejną niedzielę na sesję powtórkową, może tym razem wyjdzie nam o wiele lepiej. 













Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia