8 grudnia 2017

Mikołajki na czterech łapach | Tequila




Za oknem szaro i buro, pomimo godziny 14:00. Siedzę przy biurku owinięta w koc jak naleśnik i staram się nie usnąć. Serio, jestem tak wyprana z energii przez tę pogodę, że najchętniej zapadłabym w sen zimowy jak miś. Mam w zanadrzu napisanie jeszcze jednego posta, prawdopodobnie dodam go na dniach. Czeka mnie ciężki miesiąc, bo jak nie jestem w pracy to na uczelni i w moim słowniku przestało występować wyrażenie "wolny dzień".
Czytaj dalej »

29 listopada 2017

Listopad w obiektywie


Kolejny miesiąc minął w mgnieniu oka. Do końca roku pozostał miesiąc, co oznacza też koniec mojej współpracy z empikiem. Wydarzenia ostatnich dwóch tygodni sprawiły, że nie mam ochoty więcej spędzać czasu z takimi ludźmi. Szkoda czasu na rozpisywanie się. Decyzja podjęta, teraz ubiegam się o pracę w zawodzie.
Czytaj dalej »

21 października 2017

Wycieczkowo | Babia Góra #2

Dwa tygodnie po wycieczce w końcu mam czas dodać drugą część relacji z Babiej Góry. Tym razem kolej na wersję zimową. Nie ukrywam, nie spodziewałam się takich warunków na szczycie, pierwszy raz byłam w górach o tej porze i pierwszy raz wspinałam się po oblodzonych skałach, ubrana jak Eskimos i z kamieniem w żołądku ze stresu, bo wiatr był tak silny, że mnie spychało ze szlaku. Wiele razy wyrwało mi torbę z aparatem, ciągnąc mnie we wszystkie strony. Parę razy niemal straciłam równowagę i wpadałam w dziury między skałami, ale udało się dotrzeć na szczyt. Przez pierwsze kilka minut nawet nie wiedziałam, że to już koniec, bo mgła była tak potężna, że widoczność sięgała zaledwie 3, może 4 metrów. Zresztą - na zdjęciach zaraz to zobaczycie. 
Schowaliśmy się za murem, aby odsapnąć i coś zjeść. Byłam nieco wyrwana z rzeczywistości, więc nie do końca do mnie docierało co się dzieje. Może minęło z 10 minut, gdy nagle zaczęło się przejaśniać. Mgła zniknęła, chmury się rozpłynęły, pojawiło się nawet słońce. W ułamku sekundy pogoda zmieniła się o 180 stopni, sprawiając że prawie mi serducho pękło z ekscytacji. Porzuciłam kanapkę z kotletem i ślizgając się po lodzie jak upośledzona baletnica, latałam z jednego punktu do drugiego pstrykając zdjęcia jak wariatka. 

Powrót był lżejszy. Już nie było mgły, słońce grzało, jedynie wiatr był wciąż silny i spychał mnie ze skał, bo wiał prosto w plecy. Parę razy wylądowałabym zębami w ziemi, na szczęście obeszło się bez większych wypadków. Koniecznie musicie się wybrać na Babią Górę, jeśli jeszcze nie mieliście okazji. 

Polecam kliknąć na zdjęcie i oglądać w większym rozmiarze :) 


Czytaj dalej »

17 października 2017

Październik w obiektywie #2

Mam trochę blogowych zaległości, ale poprzedni tydzień to była praca, praca, praca. W weekend z kolei byłam na uczelni i spędzałam niedzielę z mamą, także jakikolwiek wpis na bloga po prostu wyparował. W kolejce wciąż czeka druga część z wycieczki na Babią Górę, gdzie dopadła nas sroga zima, a w sobotę będzie już kolejny wyjazd, także postaram się to nadrobić około piątku. 

Dziś przychodzę do Was z kilkoma fotkami z dzisiejszego spaceru. Przyszła w końcu cudowna, ciepła, kolorowa jesień. Z pracy wracam piechotą, rozkoszując się każdym liściem. Jestem zachwycona! Miałam dzisiaj w planach zdjęcia typowo jesienne, ale zachód słońca nad jeziorem zdecydowanie wszystko zdominował. 

W ciągu kilku najbliższych dni otwieram również swoją nową stronę z fotografią. Od jutra rozpoczynam sesje portretowe, także będzie można w końcu obejrzeć moje zdjęcia nie przedstawiające samych krajobrazów, makro czy innych robaczków. Póki co, męczę się nad nazwą! 

Zostawiam Was teraz ze zdjęciami, poczujcie ten klimat. 


Czytaj dalej »

8 października 2017

Wycieczkowo | Babia Góra #1

Pomimo mało sprzyjającej pogody nie zrezygnowaliśmy z wycieczki w góry. Cały tydzień czekaliśmy na nią, aby oderwać się od natłoku pracy czy uczelni. Mieliśmy wyjechać o siódmej rano, ale tak się dziwnie złożyło, że o siódmej to dopiero się obudziliśmy, więc nasza podróż miała godzinne opóźnienie. Deszczyk lekko siąpił, co jakiś czas wyszło słonko. Generalnie przez pierwszy odcinek drogi, powiedzmy pierwsze 3 godziny - padało niemal cały czas, ale na tyle lekko, że nie było to w żaden sposób uciążliwe. Mieliśmy kurtki, czapki, kaptury, także pogoda nie mogła nas zaskoczyć ( tak nam się wydawało, póki nie wdepnęliśmy w śnieg, śnieżycę i mgłę, gdzie widoczność była niemal zerowa! Ale o tym później ). Byłam zachwycona szlakiem. 

Post musiałam podzielić na dwie części, jesienną i zimową. Rozdzieliłam zdjęcia, mam nadzieję, że spodobają Wam się tak jak mnie, bo jestem wyjątkowo z nich zadowolona. Widoki na żywo były o niebo piękniejsze, także zachęcam do wycieczki. Babia Góra nazywana jest Królową Beskidów i wznosi się na ponad 1700 m. n. p. m. Gwarantuje przepiękne widoki, a jeśli chodzi o sam szlak - wcale nie jest taki trudny. A przynajmniej ten, którym my podążaliśmy. Jest jeszcze szlak prowadzący przez skały i łańcuchy, ale zrezygnowaliśmy z niego ze względu na pogodę. 

Czytaj dalej »

5 października 2017

Październik w obiektywie #1

Jesienny chłód powitał nas razem z nadejściem kolejnego miesiąca i nawet, gdy świeci słońce to czuć już powiew zbliżającej się zimy. Zdecydowanie uwielbiam ten moment w roku, chyba nawet bardziej niż wiosnę. 

Pomimo deszczowego tygodnia, wczoraj udało wyjść mi się z domu, zrobić parę zdjęć. Nic szczególnego, nic konkretnego. Ale takich póki co mam najwięcej. Na szczęście w sobotę wybieramy się na Babią Górę to liczę, że przywiozę mnóstwo pięknych fotek. Oby tylko pogoda nam dopisała i nie padało, bo zimno może być. 

Jutro mam kolejną rozmowę o pracę, jako pracownik biurowy w dużej firmie finansowej. Na szczęście stanowisko to nie wymaga kontaktu z klientem, a jedynie z bankami i samą dokumentacją. Nie znalazłam żadnych tragicznych opinii na ich temat w porównaniu do trzech poprzednich firm, gdzie mnie zaproszono ostatnio. Nie nastawiam się w żaden sposób do tej rozmowy, jestem jedynie ciekawa co oferują. Odezwali się po miesiącu od otrzymania CV i nie wiem czy tak długo trwa u nich rekrutacja, ktoś im się nie sprawdził czy może jednak chodzi o same warunki wewnątrz firmy. Póki mam pracę to nie jestem zdesperowana, więc jeśli faktycznie nie zaproponują czegoś konkretnego to sobie odpuszczę. Wolę nie ryzykować, zwłaszcza przed świętami. 

Za chwilę zbieram się do pracy z nadzieją, że szybko minie dzisiejsza dniówka, a Was zostawiam z wczorajszymi fotkami. 


Czytaj dalej »

29 września 2017

Powitanie jesieni

Od zawsze uwielbiałam jesień i niesamowicie się cieszę, że już nadeszła. Widok kolorowych drzew, opadających liści czy ich szelest pod stopami, gdy wracam z pracy sprawia, że od razu mój humor skacze w górę. Z przyjemnością ubieram swetry, kurtkę czy grubszą bluzę. Mam ochotę spacerować cały dzień. Na szczęście dostałam w październiku trochę wolnego, więc będę mieć nareszcie okazję wykorzystać piękno jesieni i utrwalić ją na zdjęciach. Myślałam nawet na jakimś fotograficznym projektem jesiennym, ale nie wiem czy byliby chętni. Co o tym myślicie? 

Póki co zrezygnowałam ze zmiany pracy. Pozostanę w empiku do końca roku, bo przynajmniej mam stałą posadę, lubię tę pracę i znajomych. Poza tym idzie sezon świąteczny i nie mam pewności kto potrzebuje pracowników na stałe, a kto na ten krótki okres, a nie chcę ryzykować i zostać po świętach bez niczego. Empik ma swoje wady, denerwuje mnie sposób w jaki się tam zarządza, ale lepsze to niż wymyślanie czy kombinowanie jak osioł. Poza tym... trzeba skorzystać ze zniżek pracowniczych na świąteczne prezenty! 

Wybraliśmy się wczoraj na króciutki spacer, pstryknęłam parę zdjęć, ale zaczynało się robić ciemno i zimno, a moja druga połówka już mi marudziła. Mam cały wolny weekend, więc może wyciągnę kogoś na spacer i nadrobię jesiennych zdjęć. A póki co uciekam pisać opowiadanie i grać! 






Czytaj dalej »

8 września 2017

Spacerowo | Gdańsk

Urlop minął szybciej niż mogłabym się spodziewać. Niestety pogoda była tylko przez pierwsze parę dni, drugą część wczasów spędziliśmy na oglądaniu serialu i krótkich spacerach po Łebie, zanim nie dopadł nas deszcz. Nieco żałujemy, że wybraliśmy morze zamiast góry - byłoby o wiele ciekawiej nawet w brzydką pogodę. 

Wracając do domu zatrzymaliśmy się w Gdańsku - mieście, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia i zdecydowanie walczy w moim sercu o podium z Poznaniem. Nie przeszkadzały mi nawet tłumy turystów, deszcz ani chłód. Nie mieliśmy za wiele czasu na zwiedzanie, także pospacerowaliśmy zaledwie dwie godziny, po czym zmuszeni byliśmy ruszyć w dalszą drogę. Aczkolwiek obiecałam sobie, że przy najbliższej okazji wrócę tam, aby zobaczyć całe miasto. 

Zostawiam Was ze zdjęciami, które jak zwykle ani trochę mi się nie podobają, ale będą na pamiątkę. A ja powoli idę się szykować, bo rano jedziemy do bliskich znajomych na działkę  - grill, ognicho, cisza i spokój. Idealne zakończenie urlopu. 






Czytaj dalej »

31 sierpnia 2017

Łeba | part 2

Pogoda dopisywała równe pięć dni. Temperatura ponad 24 stopnie, mega słońce i niemal puste plaże. Zrobiliśmy sobie krótką wycieczkę do Jastrzębiej Góry, zjedliśmy najgorszego kebaba w życiu, a potem wróciliśmy do Łeby dochodząc do wniosku, że jest o wiele ciekawsza niż odwiedzone miasteczko. 
Czytaj dalej »

27 sierpnia 2017

Łebskie wakacje | Dzień pierwszy

Łeba powitała nas okrutną ulewą i deszczem. Byłam na to jednak przygotowana, więc chwilowe załamanie pogody nie wytrąciły mnie z równowagi, a zanim przestało padać - zdążyliśmy odespać podróż. Pokoik mamy malutki, ale ładny i przyjemny, z własnym balkonem. Pensjonat znajduje się na obrzeżach miasta z dala od zgiełku i turystów. Do plaży mamy może 10 minut samochodem lub 40 minut spacerkiem. Na poznanie okolicy wzięliśmy jednak auto, bo nie wiedzieliśmy w którą stronę się udać na obiad. Knajpy znaleźliśmy szybko, ale z parkingiem było gorzej. Pomijam fakt wolnych miejsc, ale wszystkie WSZYSTKIE parkingi były płatne, nawet te pod samymi restauracjami. Wiadomo, normalna rzecz, jednak wydawało mi się, że pod knajpą nie powinno się już płacić za parkowanie. Może to tylko moje zdanie, aczkolwiek udało nam się, bo przy parkomacie okazało się, że płaci się tylko od poniedziałku do piątku, weekendy za friko. 
Czytaj dalej »

17 sierpnia 2017

Trochę magii w codziennych zdjęciach, czyli soczewki makro


Od zawsze uwielbiałam zdjęcia makro. Już jakie dziecko biegałam i fotografowałam robaczki czy przeróżne kwiatki, a moje dzieła namiętnie zbierałam na dysku. Pech jednak chciał, że nikogo te fotki nie interesowały poza mną, a ich jakoś miała wiele do życzenia. Wiadomo, jakość lodówki. Im stawałam się starsza, tym bardziej zagłębiałam się w swoje uwielbienie do zdjęć.
Czytaj dalej »

28 czerwca 2017

Szczyrk | Klimczok

Wykorzystując w końcu wolny dzień, wyciągnęłam Pawła w góry. Niesamowicie potrzebowałam wyrwać się z domu, odpocząć od empiku i drących się pod oknem dresiarzy. Żałuję jedynie, że ten dzień tak szybko minął. Ale z wolnym już tak jest, mija sto razy szybciej niż zwykła dniówka w pracy. 

Z racji, że na Skrzycznym już byliśmy, zdecydowaliśmy się wybrać na Klimczok. Wprawdzie trasa nie była jakoś szalenie pociągająca, widoki ładne, ale mnie osobiście dupska nie urwały, mimo to cieszyłam się, że tam jesteśmy. Turystów było wyjątkowo mało, praktycznie w ogóle, także otaczała nas cisza i spokój. 

A dzisiaj wyjątkowo to Paweł narzeka na ból wszystkiego. Mnie wczoraj dopadł ból stopy i obu kolan, na szczęście rano czułam się jak nowa. No prawie, bo deptanie po twarzy od 5:00 przez diableskiego kota nie można nazwać relaksującym... 



Czytaj dalej »

21 czerwca 2017

Wycieczkowo | Warszawa

Nigdy nie lubiłam Warszawy. Nie czułam ani grama chęci, aby tam pojechać. Nawet jadąc na koncert Block B., nie byłam specjalnie podekscytowana wizją spaceru po Warszawie. Ot, jarałam się jedynie, że zobaczę idoli. We wtorek, po długich awanturach i kombinowaniu jak osioł pod górę udało mi się załatwić wolny dzień w pracy i wybrałam się ze swoją drugą połówką oraz jego siostrą na eleganckie zadupie pod samą stolicą. Z racji, że siostra miała długie badania, my wybraliśmy się na spacer po parku Łazienkowskim, potem podjechaliśmy również na Stare Miasto. 
I wiecie co? Ale było łaaaaaadnie. Serio, pierwszy raz naprawdę podobało mi się w Warszawie i żałowałam, że nie mamy więcej czasu. Wprawdzie zdjęcia wyszły średnio, bo robiłam je w samo południe, a wiadomo, że to najgorsza pora na fotografowanie - mimo to, kilka prezentuje się w miarę spoko. Ogólnie wypadłam z formy i moje zdjęcia wyglądają okrutnie, ale no... w wakacje się poprawię, obiecuję! 

Czytaj dalej »

16 kwietnia 2017

Wycieczkowo | Ogrodzieniec

Świąteczny weekend rozpoczęliśmy od wizyty u znajomych. Mają działkę na takim fajnym, zalesionym zadupiu, gdzie poza sezonem wakacyjnym jest praktycznie pusto. No wiadomo, mało jest chętnych na nocowanie w domkach letniskowych, gdy za oknem temperatura bliska zera. Znajomi jednak to wyżarte niedźwiedzie i kochają spartańskie warunki, a co za tym idzie - odwiedzają swój domek nawet w zimie. A my wraz z nimi. 

W każdym razie tak się złożyło, że wyjechaliśmy z domu za wcześnie i aby nie siedzieć potem pod bramą, czekając na nich, zatrzymaliśmy się po drodze w Ogrodzieńcu. Jako dziecko często bywałam tam z rodzicami na wycieczkach, a Paweł nigdy tam nie był, więc nadarzyła się idealna okazja, aby nieco mu pokazać. Niestety za późno było już na wejście do środka, ale zrobiliśmy sobie spacer dookoła. 

Zamek powstał z inicjatywy króla Kazimierza Wielkiego na przełomie lat 1350 - 1370, ruiny zostały przekazane do zwiedzania dopiero po II wojnie światowej po wielu pracach konserwatorskich oraz zabezpieczających. Ciekawostką jest również to, że ruiny stały się w 2001 roku plenerem dla planu filmowego "Zemsty" Andrzeja Wajdy. 


Czytaj dalej »

10 kwietnia 2017

Weekendowo | Rowerowo

Od rana siedziałam i próbowałam napisać coś ambitnego, ale jakoś mi nie wyszło. Cóż, poczytacie więc o jakiś duperelach, a na poważne tematy porozmawiamy innym razem. 

W odpowiedzi na Wasze pytania z poprzedniego postu odnośnie rozmowy o pracę - niestety, nie dostałam się. Najwyraźniej jakaś hiena nawijająca lepiej po angielsku mnie wygryzła, a nie ukrywajmy ja i angielski to smutny związek, żyjemy w separacji od wielu lat. Z rozerwanym sercem szukam pracy dalej, trafiło się parę interesujących ofert, więc siedzę teraz nad telefonem i sapię jak dzik po maratonie, jakby ktoś miał do mnie zadzwonić w każdej chwili. Nadzieja matką głupich, a przecież każdą matkę się kocha. Podobno. 

Wczoraj z racji ładnej pogody (i wizji darmowych kotletów na obiad) wybraliśmy się na rowery. Zamierzaliśmy podjechać do rodziców i z powrotem, ale napadła mnie dzika faza i stwierdziłam, że możemy wrócić okrężną drogą ( o jakieś 20km... ) co poskutkowało tym, że nie mogę siedzieć do chwili obecnej, bo tak mnie dupsko boli od siodełka. W końcu z godzinnej wycieczki zrobiła się prawie 6,5 godzinna trasa po Tychach, Wyrach i Kobiórze. Objechaliśmy wszystkie wypizdowa i pół miasta. I choćbym bardzo chciała to na rower nie wsiądę przez parę dni, bo na samą myśl o siodełku kości w tyłku świrują. 

Przez ostatnie dwa tygodnie wzbogaciłam swoją książkową kolekcję o 21 pozycji, w tym większość są to książki dotyczące prawa, rachunkowości, kadr, marketingu i ekonomii. Tak proszę państwa, poczułam wiatr we włosach i natchnienie do nauki, a wnętrzności szeptają cichutko, że podjęłam decyzję co chcę robić w życiu, a wybrany kierunek studiów był strzałem w dziesiątkę. Wprawdzie za trzecim razem, ale w końcu do trzech razy sztuka. 


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia