2 kwietnia 2017

Postanowienie nowokwietniowe? Jedź na pozytywach.

Poirytowana jak diabli siedziałam wczoraj na zajęciach, zastanawiając się na cholerę były mi kolejne studia, skoro równie dobrze mogłabym siedzieć w tej chwili nad wodą, sączyć schłodzone somersby i czekać na grillującą się kiełbachę. Pierwszy piękny weekend w tym roku, słoneczny, ciepły, a ja musiałam jechać na uczelnię. Oczywiście, moje niecne plany ominięcia zajęć były tak bliskie wykonania, że sama jestem zdziwiona takim obrotem spraw. Pominę fakt, że na pierwsze zajęcia nie pojechałam, na drugich byłam, na trzecich zwiałam na obiad do rodziców, wróciłam na czwarte. 

I wtedy Joga (bo tak nazywamy naszą opiekunkę kierunku, ponieważ na pierwszych zajęciach przez 2,5h opowiadała jak bardzo kocha jogę i chciałaby nas przejogować) powiedziała coś co mnie zainteresowało. Wyjątkowo nie była to kolejna wskazówka jak wytresować faceta, żeby za nią odkurzał bądź mył naczynia. Opowiadała akurat o swojej siostrze, narzekającej na całe życie, na rodzinę, na pracę. Bezpodstawnie, bo nie jeden z nas chciałby pracować i żyć na takich warunkach. Joga od razu załamała ręce i stwierdziła, że nie może z nią rozmawiać częściej niż raz na miesiąc lub dwa. "Trzeba jechać na pozytywach, choćby wszystko się waliło, a czas wolny nie istniał. Musicie dostrzegać to co dobre i pozytywne, a nie tylko do dupy. Bo zmarnujecie sobie życie na marudzenie". Odkąd to usłyszałam to powtarzam w głowie bez przerwy. Też bym tak chciała, więc dlaczego nie spróbować? Joga jest typem kobiety, która musi być w ciągłych ruchu. Na pierwszych zajęciach, gdy opowiadała nam o swojej miłości do jogi próbowała nas przekonać, że każdy z nas potrzebuje takiej "jogi" w swoim życiu. Jedni wybiorą sport, inni rozwiną swoje zainteresowania czy hobby. Coś, co odciągnie nas od pracy, pozwoli zrelaksować się i zresetować mózg. 

Za dużo myślę odkąd pamiętam. Wszystko co mi nie pasuje rozkładam na cząsteczki atomowe tak bardzo się poświęcając im, że nie zwracam uwagi na to co dobre, fajne i pozytywne. Sama sobie kopię dołek pełen smutów, chociaż nie mam powodu, by to robić. Dużo rzeczy bym chciała zmienić, ale nie wiem jak, nie chce mi się albo nie wierzę, że się uda. I dalej siedzę na kanapie wytwarzając miliony łez z rozpaczy nad sobą i rosnącą dupą. 

Wychodząc z wczorajszych zajęć z Jogą byłam zadowolona, że jednak ruszyłam się z domu i przyjechałam. Ta kobieta w ciągu dwóch godzin, zwykłych zajęć dodała mi więcej siły i zachęty niż ktokolwiek inny przez ostatnie parę tygodni. Uznałam, że spróbuję. Zrobiłam nowokwietniowe postanowienie, tak dla siebie samej. Zadbać o swoje samopoczucie. 

Zdjęcie z 2010 roku, piękne czasy bycia chudą! 



Udostępnij:

5 komentarzy:

  1. Co by nie mówić to mnie się wydaje, że te wszystkie łzy wylane pod drodze są potrzebne, by dojść do momentu okrywania w sobie optymisty. Ja skłonności masochistyczne - sprawiające, że wylewałam łzy rozgrzebując rany - mam w sobie od zawsze. Choć prawdę mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio dopuściłam je do głosu.
    Więc można. Tylko chyba każdy z nas potrzebuje takiego impulsu, jakim dla Ciebie, być może, stała się Joga. Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację, może faktycznie to wszystko jest nam potrzebne, aby bardziej docenić szczęście, gdy już się przejrzy na oczy. Kto wie?
      Czytałam wiele książek, słuchałam wielu ludzi - nie pomogło. A Joga sprawiła, że uwierzyłam w siebie szybciej niż mogłabym podejrzewać.

      Usuń
  2. Studia! Niby siedzenie na zajęciach, kiedy na zewnątrz jest tak pięknie naprawdę jest okropne, to jednak za tym zatęskniłam. Trochę brakuje mi tego okresu w moim życiu :) A co do marudzenia - na co ono komu? Jak się coś nie podoba, to trzeba to zmienić, a nie ciągle roztrząsać przeszłość, bo do niczego dobrego to nie prowadzi, a tylko marnuje się czas, który mógłby być naprawdę dobry. Btw, bardzo podoba mi się to zdjęcie - jest takie lekkie i w ogóle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam już kiedyś przygodę na innych studiach, ale zrezygnowałam. Nie sądziłam, że faktycznie będę za nimi tęsknić, dlatego teraz wiem, że ten ciepły okres trzeba po prostu przetrwać, bo szkoda marnować kierunku, który daje satysfakcję i przyszłość :)
      Dokładnie, niestety jestem upartą, smutną kluską i długo zajęło mi pozbieranie się. Mam nadzieję, że spełnię swoje postanowienie i doskonale je wypracuję na przyszłość :)

      Usuń
  3. Zdecydowanie powinnam się zastosować do tej rady - niestety mam tendencję do analizowania wszystkiego troszkę za bardzo i wyszukiwania w każdej sytuacji problemów, które nie istnieją. Może początek wiosny faktycznie jest dobrym momentem, żeby nastroić się pozytywnie i korzystać z życia bez marudzenia :D

    OdpowiedzUsuń