26 marca 2018

Mój rok w empiku - podsumowanie

Moja aktywność na blogu drastycznie skoczyła do góry, mam ochotę pisać po kilka postów dziennie, chociaż nie każdy ma jakikolwiek sens. Parę dni wolnego pomiędzy jedną pracą a drugą zdecydowanie dało mi kopa i pozwoliło odżyć. Pomimo niesamowitej ekscytacji z powodu zakończenia współpracy z empikiem, są rzeczy za którymi będę tęsknić (a nawet już tęsknię!).



Ekipa - bywały chwile ciężkie, osoby utrudniające pracę jak i psujące humor. Mimo to, była garstka osób, z którymi naprawdę spędziłam świetne chwile, wylałam hektolitry łez ze śmiechu, obaliłam kilka browarów, wydałam mnóstwo kasy na wspólnych zakupach, dorzuciłam kilka kilogramów do swojej wagi od ilości jedzenia jakie znosili do pracy. Wiem, że mam wśród nich trzy/cztery osoby naprawdę mi bliskie, do których mogę zadzwonić o 1 w nocy czy umówić się na spotkanie pełne wygłupów godnych pięciolatka. Tęsknię.

Klienci - czasami zastanawiałam się skąd ludzie biorą tyle jadu w sobie. Masz zły dzień? Idź się wyżyć na pracownikach sklepu. Wiadomo, było też mnóstwo klientów, którzy krótką rozmową potrafili umilić człowiekowi resztę dnia. W tym punkcie chciałabym przytoczyć kilka sytuacji, które chyba na zawsze zapadną mi w pamięć i będą kojarzyć się z pracą w empiku.

K: Przepraszam, gdzie macie płytki łazienkowe? 

K: W którym dziale macie łóżeczka dla dzieci? 

K: Macie tampony?

K: Nie mogę znaleźć pasty do zębów, gdzie one są?
Koleżanka: nie mamy takich rzeczy...
K: Jak to? Znajoma mówiła, że kupowała u was!

K: Potrzebuję nowego Newsweeka, na półce jest inny. 
Ja: To nowy numer, stare numery odsyłamy do zwrotu.
K: Ale to na pewno obecny numer, może wydanie specjalnie. 
Na okładce był Stuhr [...].
Ja: /szuka,szuka,szuka/ Znalazłam, czy to ta okładka?
K: O tak, tak! Macie to?!
Ja: /nieco dobita/ To numer z 2014 roku, proszę pani. 
K: Aha. Ale to nie macie?

Klientka przynosi do kasy dwie książki wydawnictwa prasowego, z kolekcji. 
K: Potrzebuję poprzedni numer. 
Ja: Nie mamy, poszedł do zwrotu albo się sprzedał. 
K: Ale te dwa są. 
Ja: No są. Tamtego nie ma. 
K: Proszę sprawdzić.
Ja: /sprawdza/ Jak mówiłam, brak na stanie. 
K: Ale jest pani pewna? 

K: Dzień dobry, chcielibyśmy zamówić telefon. 

K: Po proszę doładowanie za 50 zł. 
Ja: Dobrze, z jakiej sieci?
K: No takie ogólne.
Ja: /patrzy głupio/
K: No wie pani, takie za 50 zł. Ogólne. 
Ja: /patrzy dalej tępo na różne sieci komórkowe/
K: /zirytowana moją tępotą/ NO DO GUGLE CZY JAK SIĘ TO ZWIE, BOŻE.

K: Dzień dobry, chcę zwrócić książkę. 
Koleżanka: Paragon pani posiada?
K: /podaje zwitek/
Koleżanka: /z pokerową miną/ Ale to paragon z Matrasa.
K: Tak.
Koleżanka: Nie może pani zwrócić książki zakupionej w innej księgarni.
K: Dlaczego? Księgarnia to księgarnia. Wyślecie im, co nie?

K: Gdzie macie pontony?

K: Dlaczego to nie jest w promocji?
Ja: Ponieważ to literatura młodzieżowa, w promocji mamy jedynie dziecięcą.
K: Oszuści, w dupie was mam!

K: Szukam książki, ale nie pamiętam tytułu ani autora. 
Okładka była z kobietą. Wie pani o jakiej mówię? 
Kobieta, czerwona okładka. 

K: Nie mogę znaleźć książki /tu podaje tytuł/
Ja: Ta książka ma premierę dopiero w przyszłym miesiącu.
K: No wiem. To gdzie ją znajdę? 

Wierzcie mi, to tylko pojedyncze wypadki, takich klientów było o wiele, wiele więcej, ale chyba zabrakłoby mi dnia na opisanie wszystkiego, a Wy pewnie padlibyście z nudów. Oczywiście, nie nastawiam się, że w nowej pracy nie będzie takich ludzi, aczkolwiek przypuszczam - będzie ich mniej. Salon odzieżowy ma o wiele mniejszy asortyment, powierzchnia pięciokrotnie mniejsza, również ruch jest niższy zwłaszcza po otwarciu nowej galerii. 

Na pewno nie będę tęsknić za kierowniczką. Wprawdzie kobieta była bardzo miła i sympatyczna, ale na podłożu osobistym. Patrząc na nią jak na szefową - to zdecydowanie osoba zajmująca nie to stanowisko jakie powinna. Bywały momenty, że ja informowałam ją o pewnych przepisach, ponieważ nie miała zielonego pojęcia o tym co przysługuje pracownikowi. Wiedzy o kierowaniu personelem również nie posiadała, mianowała swoim zastępcą 20 - letnią dziewczynę nie mającą nic wspólnego z zarządzaniem ludźmi, przez co w szeregi wkradł się chaos i konflikty, bo jedyne co potrafił to obgadywać, krytykować i krzyczeć. Zero motywacji czy wsparcia.

Dodatkowo problem był z dyspozycyjnością. Kobieta zatrudniła niemal samych studentów dziennych, po czym miała problem z obsadą w tygodniu. Potrafiła zadzwonić o 21/22 wieczorem z pytaniem czy przyjdę na 6 do pracy, bo nikogo nie ma. Dziwiło ją, że nie chcemy zostawać dłużej w pracy, chcemy mieć wolny weekend czy najnormalniej w świecie ktoś jest chory. W lutym pokłóciłam się z nią, ponieważ po 3 nocnej zmianie, 12 godzinnej z gorączką i brakiem głosu, odmówiłam przyjścia na kolejną noc. Nie rozumiała dlaczego i wręcz próbowała mnie zmusić. 

Powtórzę się: Kadra zarządzająca była tragiczna, aczkolwiek sama praca - w porządku. Nie ma zasady, że każdy empik jest jednakowy, że gdziekolwiek pójdziesz, tam spotkasz się z takimi warunkami jak ja. Spędziłam rok w tej pracy, napsuła mi mnóstwo nerwów, ale jednocześnie dała też równie dużo śmiechu, wiedzy, doświadczenia. 

PS: Za zniżkami tez będę tęsknić!
Udostępnij:

6 komentarzy:

  1. Ja bym się przyczepiła, że najpierw wciska mi się kit, że stare gazety są do zwrotu, a potem spod lady wyciąga się jakąś z 2014 roku :P
    A tak poważnie, nigdy bym nie wpadła na pomysł wyżywania się w sklepie na pracownikach, ale sama pracowałam za kasą, więc wiem o "nich". To przychodzi im bezczelnie łatwo, bo wiedzą, że pracownik musi być miły i życzliwy, nie odpysknie, nie pokłóci się, można na takiego drzeć się do woli.
    Smutne to, ale można tylko współczuć tym klientom, że nie kontrolują swojego życia i emocji.

    W odzieżowym raczej nie będę szukać tamponów i pontonów. W Empiku może zmyliła niektórych ta wielość artykułów wszelakich?

    Dyspozycyjność zwykle była po mojej stronie. Wówczas jeszcze jako singielka, nie miałam grubszych obowiązków, szkoły, ani dzieci w domu nie płakały (no dobra, nadal nie płaczą :P), krótko mówiąc - idealny pracownik, co przyjdzie nawet na nagły telefon. Dziwnym trafem jak kiedyś składałam w Empiku CV, powiedzieli mi, że biorą tylko studentów. Nie wiem dlaczego, mięliby ze mnie przecież świetna zapchajdziurę. To samo w knajpach, jak składałam na kelnerkę - to samo - tylko studentki.

    OdpowiedzUsuń
  2. W każdej pracy znajdą się ludzie, którzy będą chcieli uprzykrzyć nam życie, ale są też tacy, za którymi można w ogień skoczyć! Po zakończeniu takiego etapu w życiu zawsze zostanie sentyment i miłe wspomnienia, bo praca pracą, ale czasami bywało super! :) Ja miałam dokładnie tak samo, kiedy żegnałam się z ludźmi z niemieckiego magazynu... Tylko, że towarzyszyło mi jeszcze przeświadczenie, że po powrocie do Polski pewnie nigdy więcej ich już nie zobaczę :/ Empik, fajny sklep :) Klienci faktycznie czasami potrafią zaszokować :D Generalnie współpraca z obcymi podnosi ciśnienie i sprawdza naszą wytrzymałość psychiczną :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja pracuję w handlu i za nic nie zmieniłabym tej pracy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś się kończy, coś się zaczyna ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widać, wszystko a swoje plusy i minusy :)
    Najczęściej jednak pamięta się te dobre strony :P Oj ludzie to potrafią rozwalić system... ale czasem taka głupota irytuje:P

    Mam nadzieję,że w nowej pracy będzie przyjemnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja pracowałam w handlu od czasu studiów. Znam dobrze różne dobre i złe strony pracy z ludźmi. ale moje główne spostrzeżenie jest takie że sprzedawca to tylko człowiek nie alfa i omega jak się niestety niektórym klientom wydaje więc trzeba być wyrozumiałym dla jednej jak i dla drugiej strony;p obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie;)

    OdpowiedzUsuń