5 kwietnia 2018

25 lat minęło jak jeden dzień

Post ten miał powstać już dawno, mianowicie pod koniec marca, ale gdzieś mój czas na bloga uciekł. Wykorzystywaliśmy dni wolne i wybraliśmy się w parę miejsc, o jednym też dodam posta, bo mam kilka zdjęć. Nie o tym jednak mowa! Magicznego 29 marca obudziłam się... starą dupą starsza o rok. Jestem już dużą pannicą, mam chłopaka, mieszkanko, psa, kota, bałagan. I mnóstwo planów na przyszłość. 

Będąc dzieckiem zawsze wyobrażałam sobie siebie w wieku 25 lat jako mężatkę z dzieckiem i fajną pracą. Ogólnie - jako ustabilizowaną na każdym podłożu. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Czy gorzej? NIE. Ani trochę tak nie uważam. Większość moich koleżanek ze szkoły już posiada taki układ, niektóre nawet z dwójką dzieci (!!!). A potem myślę czy ja bym chciała być na ich miejscu. Nie ukrywam, pobiegałabym z obrączką na palcu, czemu nie? Może popchałabym wózek z uroczym, małym Pawełkiem Juniorem. Może. Po czym moje myśli przechodzą do oglądania filmów w środku nocy, spania do południa, spontanicznych wycieczek w góry czy ze znajomymi na browara. Ewentualnie siedem browarów. Myślę o wypadach do przyjaciółki na kawę czy zakupy, czytanie, wałęsanie się po Twitterze i spamowanie o ukochanym zespole - i nie jestem gotowa by to ograniczyć. Wiecie, nie mówię, że będąc mężatką z kwilącym bąblem na ramieniu nie będę mogła robić tych rzeczy. Ale na pewno srogo je musiałabym ograniczyć. Mamy mnóstwo planów z Pawłem dotyczących kolejnego roku, pomysłów. Na dziecko przyjdzie czas, chociaż śmieję się, że zanim ja urodzę to moje koleżanki będą babciami! 

Nie obchodziłam swoich urodzin hucznie. Można powiedzieć, że w ogóle ich nie obchodziłam. Nie żałuję, nie potrzebowałam wielkiej imprezy i mnóstwa prezentów. Te, które dostałam, były skromne i wywołały mój szczery uśmiech. Melanż życia zaplanuję na 30 - stkę! 

Chciałam dodać też, zgodnie z tradycją 25 faktów o mnie, ale w sumie... nie mam czasu, jest piękna pogoda, więc lecę to wykorzystać przed pracą. 

Trochę urosłam, co nie?!


Udostępnij:

4 komentarze:

  1. To mamy nieco odwrotnie - z mojego rocznika praktycznie nikt nie ma dzieci ;D Analizując wszystkie wady genetyczne, które mogą wystąpić z każdymi kolejnymi dodatkowymi latami matki doszłam do wniosku, że właśnie lepiej jest mieć dzieci przed tym 25 rokiem życia. Najbezpieczniej. I też nie będę wyglądała jak babcia ;D Kiedyś pracowałam w szkole i pewnego pana nazwałam dziadkiem jednej z dziewczynek... no, wyglądał jak dziadek ;D Niezręcznie było, bo to jednak ojciec. Ups. W każdym razie najważniejsze, żebyś Ty była szczęśliwa i tego Ci życzę. Najlepszego! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam podobne myśli. Trzydziestka już na karku, ale ile rzeczy musiałabym ograniczyć (a zrezygnować z ilu...), ale ja wcale nie ukrywam, że nie mam instynktu macierzyńskiego.
    Nigdy nie organizuję urodzin, nawet prezentów żadnych nie chcę. Rodzina już dawno musiała to zaakceptować.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja skoczyłam 21 i kilka moich koleżanek ma już dzieci i nawet są mężatkami! ;o No ale mam czas i mam zamiar wykorzystać go jak najlepiej żeby potem nie żałować niczego. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam to samo! Normalnie 90% moich koleżanek ze szkoły ma już przynajmniej jedno dziecko! Już nawet ostatnio tak sobie myślałam czy przypadkiem nie jestem jakąś zacofaną istotą, haha. Jednak ja lubię jeszcze te moje lenistwo, że mogę sobie dłużej pospać czy siedzieć cały dzień przy książce. Dziecko to jednak obowiązki, i faktycznie nie wiem czy jestem teraz na to gotowa. Co prawda po ślubie chcemy mieć dziecko, ale nie wiem czy tak całkiem od razu. Fajnie byłoby jeszcze poszaleć, ale z drugiej strony jak tak patrzę na te maleństwa, to mi się oczy świecą i myślę "fajnie byłoby mieć takiego bąbla" :D Życie i jego dylematy :D

    Ja też jestem z marca, stare rury już z nas XDD

    OdpowiedzUsuń