sierpnia 2018 - blog MAŁEJ złośnicy

28 sierpnia 2018

Gdzie byłam, gdy mnie nie było?
Nad morzem. Ale oczywiście nie cały miesiąc. Sierpień uleciał mi nawet nie wiem gdzie ani kiedy, w powietrzu czuć już jesienny chłód, a w niektórych miejscach widać już nadchodzącą kolejną porę roku. I wiecie co? Cieszę się. Uwielbiam jesień, nawet jeśli jest deszczowo. Wprawdzie myśl o zbliżającej się zimie mnie przeraża, to jej poprzedniczka zdecydowanie wprowadza mnie w dobry nastrój. Jesienna chandra? Nie! Nic z tych rzeczy! 

Tydzień temu wróciliśmy z nad morza. Wyjazdy z rodziną, w tym dwójką dzieci nie będą należały do moich ulubionych. Nie będę rozpisywać się nad szczegółami, ale marzę o wyjeździe tylko we dwoje. W każdym razie, pogoda trochę z nami pożartowała, parę razy zlało nas konkretnie, że miałam nawet problem ściągnąć z siebie przemoczone rzeczy. Pomiędzy deszczem niebo było bezchmurne, słońce grzało, a fale skutecznie zalewały mnie po czubek głowy. 

Byliśmy w maleńkiej miejscowości (no na zadupiu, no) i wierzcie mi, to była najlepsza decyzja. Ogólnie nie przepadam za tłumem, zwłaszcza wakacyjnym, bo nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że ludzie jadąc na wczasy automatycznie odłączają się nie tylko od pracy, ale też od rozumu. Problemem był jedynie wąski chodnik w drodze na plaże, który skutecznie psuł nam nerwy, bo nie dość, że szły całe pielgrzymki to my z małym, głupiutkim pieskiem niesamowicie się męczyliśmy. To były pierwsze wakacje naszej Tequili, pierwszy raz wylądowała w takim tłumie i jakakolwiek wędrówka z nią to było piekło. Na szczęście, sama piesia na plaży grzecznie leżała, co jakiś czas biegając do plażowych sąsiadów, oblizać kogoś po twarzy. 

Generalnie, tydzień nad morzem to zdecydowanie za mało. Kończy się sierpień, a ja nie czuję abym była na wczasach. Być może jesienią to sobie odbijemy i pojedziemy na kilka dni w góry. A jak Wam zleciał sierpień? Co robiliście? 























3 sierpnia 2018

sierpnia 03, 2018

Lipcowe instalove

by
Lipcowe instalove
Lipiec był dobrym miesiącem. Sporo wolnego, sporo spotkań, śmiechu, lodów, spacerów, zdjęć. Wypoczęłam i odreagowałam po ciężkim czerwcu, chociaż myślami i tak już jestem nad morzem. Pozostałe zaledwie osiem dni, abym zanurzyła stopy w zimnym Bałtyku, wciągnęła w płuca to powietrze, tak inne niż w mieście na Śląsku... 

Poprzedni miesiąc spędziłam w większości na spotkaniach i odsypianiu. Weekendy na działce u znajomych, wycieczka do Ustronia, malutki stosik książek jakie udało się przeczytać, foldery pełne nowych zdjęć. Wykonałam też kilka sesji, które zdecydowanie wpisują się do listy moich ulubionych. Udało nam się również skończyć remont kuchni (no dobra, musimy pomalować jeszcze parę miejsc...) i odgracić sypialnię. Bardzo, bardzo powoli mieszkanie nabiera uroku, chociaż jeszcze długa droga przed nami. Grunt to mieć dobre nastawienie. 




sierpnia 03, 2018

Myśli nocą

by
Myśli nocą
Nie mogę spać. Przerzucam się z boku na bok, aż w końcu pełna irytacji wstaję i siadam do komputera. Dopadły mnie ciężkie myśli, rozmyślam nad sobą, pracą, przyszłością. Chwilę później usuwam stronę internetową jaką stworzyłam dwa miesiące temu mając w planach rozwinięcie firmy. Czułam, że była niepotrzebna. Mam bloga. Mam facebooka. Mam instagrama. Starczy. Nie muszę mieć osobnej strony ze zdjęciami, których nikt nie ogląda, a za którą muszę co miesiąc przelewać opłatę. Nie wiem czy czuję ulgę. Wydaje mi się, że w tej chwili nie czuję nic poza chęcią wypłakania się w ukochanego misia z dzieciństwa, który leży w szafie 25 km od mojego mieszkania i słucha chrapania mojego taty. Muszę go przywieźć. Misia, nie tatę. Muszę przywieźć starego, wytarmoszonego hipopotama, posadzić go obok siebie i wyżalić się za wszystko co mnie spotkało odkąd się wyprowadziłam z domu. A trochę tego będzie. Zapewne wypijemy kilka herbat, otrzemy mnóstwo łez. A potem? Potem może przyjdzie trochę ulgi.