2019 - blog MAŁEJ złośnicy

16 stycznia 2019

Nothing burns like the cold | Jola
W sobotę wybrałam się na pierwszą sesję zdjęciową w tym roku i... trwała zaledwie pół godziny. Moje samopoczucie sięgało niemal dna, ledwo stałam na nogach, a jeszcze miałam w planach kilka rzeczy, które musiałam załatwić. Byłam więc niesamowicie zaskoczona, gdy oglądając zdjęcia na komputerze późnym wieczorem, dotarło do mnie, że efekty sesji są o niebo lepsze niż się spodziewałam. Ma to dla mnie ogromne znaczenie i zaraz Wam powiem dlaczego. 

Na dniach ruszam z własną działalnością. Mam już niemal wszystko ogarnięte, zostały jedynie szczegóły i kilka punktów, które z czasem chciałabym rozbudować. Nie chciałabym teraz za wiele zdradzać, aby niczego nie zapeszyć. I tak startuję z rocznym opóźnieniem, także mam w sobie mnóstwo chęci oraz zaangażowania. Mam nadzieję, że ten rok będzie dla mnie łaskawy. Trzymajcie kciuki! 









14 stycznia 2019

Zwardoń | Mały Rachowiec 840 m n.p.m.
Ta wycieczka była nieco spontaniczna. Mieliśmy zupełnie inne plany, ale pogoda i potężna ilość śniegu nam je przekreśliła ze względu na bezpieczeństwo. W związku z tym, wybraliśmy się na spacer to pobliskiego Zwardonia. Miasto położone jest w zachodniej części Beskidu Żywieckiego, w masywie Wielkiej Raczy (na którą nie udało nam się wejść przez pogodę). Panuje tam specyficzny mikroklimat, dzięki któremu śnieg utrzymuje się tam blisko pół roku co z kolei sprzyja sportom zimowym. 


Mały Rachowiec znany jest głównie z wyciągu narciarskiego. Moglibyście mnie zapytać co tam robiłam, skoro narty to ja co najwyżej w telewizji oglądam - a no, wybraliśmy szlak spacerowy Aleją Zakochanych i w tych cudownych zaspach do pasa, doczłapaliśmy się właśnie na Mały Rachowiec. Tam zjedliśmy pyszny obiad, ogrzaliśmy się i przeczekaliśmy śnieżycę, po czym na krzywy ryj zjechaliśmy wyciągiem w dół. 

Kolejny niedługi i niezbyt wyczerpujący szlak (no chyba, że brniesz przez pół metrowe zaspy śniegu jak my). Widoki byłyby o wiele piękniejsze, gdyby pogoda pozwoliła nam je obejrzeć. Przejaśniało się tylko momentami, więc zdjęcia stamtąd też nie powalają na kolana. Ale i tak warto się tam wybrać, jeśli jesteście w pobliżu. 









Tu widać jak zasypane były domy na szczycie...


12 stycznia 2019

Rycerka Górna | Przegibek 1000 m n.p.m.
Wprawdzie post miał się pojawił na blogu już w czwartek, ale kilka nieoczekiwanych sytuacji sprawiło, że przychodzę do Was z małym opóźnieniem. Wyjątkowo ciężki dzień miałam, jestem więc zaskoczona, że poranna sesja zdjęciowa wyszła całkiem nieźle. Oczywiście, pokażę Wam efekty!

Dziś zabiorę Was jednak na Przełęcz Przegibek, znajdującą się w Beskidzie Żywieckim. Szlak piękny, niezbyt trudny, można wręcz powiedzieć iż jeden z łatwiejszych jakie miałam okazję przejść. Wprawdzie początek niemal mnie zamęczył, bo ja i kondycja to średni związek, zwłaszcza gdy trzeba przedzierać się w śniegu po kolana. Szłam niemal godzinę dłużej niż znajomi, ale dotarłam! Wybraliśmy trasę widokową, więc przy okazji postojów zachwycałam się niesamowitą zimą. Od wielu lat nie widziałam takiej ilości śniegu, także emocje były ogromne.












6 stycznia 2019

Górskie powitanie Nowego Roku | Rycerka Górna

Pierwszy post w tym roku ma dla mnie szczególne znaczenie, chociaż nie będzie zawierał niczego niezwykłego, no - poza magicznym zdjęciem domku górskiego, w którym spędziłam ostatnie 9 dni i powitałam Nowy Rok.


Rycerka Górna, bo tam byliśmy mieści się niedaleko Zwardonia, jak i samej granicy. Jak dla mnie mało turystyczne miejsce, ale na krótki wypad idealne - cisza, spokój, mnóstwo śniegu. Pierwszego dnia powitało nas kilka centymetrów śniegu oraz dodatnia temperatura. Naprawdę obawialiśmy się, że cały wyjazd spędzimy w burym otoczeniu przy deszczu. Nic bardziej mylnego. Zaledwie dwa dni później tarzaliśmy się w zaspach śniegu, sięgających niemal pasa. Po 15 latach zjeżdżałam również na sankach i dupolocie! A gdy wyruszyliśmy na szlak - pękałam z zachwytu. Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałam tak wspaniałą zimę na własne oczy. Żałujcie, że Was tam nie było - cudownie! 

Mam w planach jeszcze dwa posty, z krótkich wypraw na Przegibek oraz Mały Rachowiec w Zwardoniu. Niestety, alarmy przeciwlawinowe oraz niewyobrażalne ilości śniegu nie pozwoliły nam na spacer po innych szlakach, ale i tak jestem zadowolona, że udało nam się gdziekolwiek dostać. 

Obiecywałam sobie również, że w tym roku nie będzie postanowień. Bo po co? Mimo to, gdzieś tam w głowie kotłują mi się interesujące plany na 2019 i być może tym razem uda się to rozwinąć tak jakbym tego oczekiwała. Zamierzam podnieść bloga na nogi, bo nie wyobrażam sobie zostawić go w takim stanie jak jest obecnie. Kilka malutkich zmian, trochę organizacji i uporu, a wszystko jest do osiągnięcia. W związku z tym, nie tylko sobie, ale również i Wam życzę wszystkiego co najlepsze, uśmiechu, miłości, mnóstwa podróży oraz wytrwałości w dążeniu do celu!